Umieszczanie na stronach internetowych logotypów swoich kontrahentów to obecnie powszechna praktyka biznesowa, szczególnie w marketingu internetowym. Przedsiębiorcy w sekcjach „nasi partnerzy” czy „zaufali nam” podkreślają faktyczną współpracę w konkretnymi markami, co ma wzmacniać wiarygodność i reputację firmy. Z pozoru neutralne działanie może jednak rodzić ryzyka prawne, zarówno na gruncie prawa autorskiego, jak i prawa własności przemysłowej oraz przepisów ustawy o zwalczaniu nieuczciwej konkurencji.
Przekonał się o tym klient naszej kancelarii, który na swojej stronie internetowej w sekcji „zaufali nam” zamieścił logotyp renomowanej i znanej w branży marki, z którą faktycznie prowadził współpracę. Kontrahent uznał jednak publikację za bezprawną, zażądał przedstawienia zgody na wykorzystanie logotypu i zagroził dochodzeniem roszczeń. Spór nabrał wymiaru nie tylko prawnego, ale i wizerunkowego – konieczna była pomoc prawna w zbudowaniu argumentacji obronnej (o delikatnym wymiarze, z uwagi na potrzebę ochrony zbudowanych relacji) oraz podjęcie strategicznych działań mających na celu polubowne zakończenie sprawy.
Ten przypadek dobrze pokazuje, że nawet przy udokumentowanych i wieloletnich kontaktach biznesowych użycie logotypu kontrahenta w materiałach promocyjnych może zostać zakwestionowane, jeśli nie uzyskaliśmy uprzedniej zgody naszego partnera.
Logotyp jako utwór chroniony prawem autorskim
Logo może być traktowane jako utwór, jeśli zostało zaprojektowane w sposób twórczy i posiada elementy indywidualne – na przykład charakterystyczną kompozycję, nietypową czcionkę czy oryginalne zestawienie kolorów. W takiej sytuacji podlega ochronie prawa autorskiego, a wyłączne prawo decydowania o sposobie jego wykorzystywania przysługuje twórcy lub podmiotowi, który nabył prawa.
Umieszczenie cudzego logotypu na stronie internetowej bez zgody właściciela może być potraktowane jako naruszenie tych praw. W praktyce oznacza to, że właściciel logo może żądać m.in. zaprzestania korzystania z oznaczenia, usunięcia go z materiałów promocyjnych, zapłaty odszkodowania lub zwrotu korzyści uzyskanych dzięki jego wykorzystaniu.
Logotyp jako znak towarowy – rejestrowany i niezarejestrowany
Logo w obrocie gospodarczym pełni funkcję znaku towarowego, czyli oznaczenia pozwalającego odróżnić towary lub usługi jednego przedsiębiorcy od innych. Co do zasady korzysta więc z ochrony prawnej niezależnie od tego, czy zostało formalnie zarejestrowane w urzędzie patentowym.
Rejestracja w UPRP, czy EUIPO daje właścicielowi silne i łatwe do wyegzekwowania prawo ochronne – potwierdzone świadectwem rejestracji – dzięki czemu naruszeń można dochodzić bezpośrednio na podstawie prawa własności przemysłowej.
Brak rejestracji nie oznacza jednak, że logo pozostaje bez ochrony. Jeżeli jest faktycznie używane i rozpoznawane w obrocie jako oznaczenie przedsiębiorcy, można dochodzić roszczeń na podstawie ustawy o zwalczaniu nieuczciwej konkurencji. W szczególności, posługiwanie się przez inny podmiot oznaczeniem mogącym wprowadzać klientów w błąd co do pochodzenia towarów lub usług wypełnia przesłanki czynu nieuczciwej konkurencji. W takiej sytuacji przedsiębiorca, mimo braku formalnej rejestracji, ma możliwość występowania z roszczeniami wobec naruszyciela.
Należy mieć na uwadze, że zakres ochrony logotypu niezarejestrowanego jest węższy – ogranicza się do terytorium i skali faktycznego używania i wymaga udowodnienia przed sądem, że oznaczenie rzeczywiście pełni funkcję znaku towarowego. Dlatego rejestracja w urzędzie patentowym daje przedsiębiorcy znacznie pewniejszą i bardziej przewidywalną pozycję prawną, choć brak takiej rejestracji nie pozbawia go całkowicie ochrony.
Granice użycia informacyjnego
Warto odróżnić użycie samego słowa od wykorzystania graficznego logotypu. Posługiwanie się zastrzeżonym znakiem towarowym w formie wizualnej, na przykład poprzez powielanie logotypu znanego producenta samochodów wymaga zgody właściciela. Natomiast użycie samego oznaczenia słownego (np. nazwy marki) może już być dopuszczalne, ale tylko w określonych sytuacjach, w których jest to konieczne i nie narusza funkcji znaku. O tym, gdzie przebiega granica pomiędzy dozwolonym a niedozwolonym użyciem, wielokrotnie wypowiadał się Trybunał Sprawiedliwości Unii Europejskiej.
TSUE wielokrotnie wskazywał w swoich orzeczeniach, w tym między innymi w sprawach BMW p-ko Deenik, Gillette p-ko LA-Laboratories czy Opel p-ko Autec, że przedsiębiorca może powołać się na cudzy znak wyłącznie w celach czysto informacyjnych. Dotyczy to sytuacji, gdy informacja o znaku jest potrzebna odbiorcy – na przykład do prowadzenia działalności wyspecjalizowanej, takiej jak serwis samochodowy naprawiający samochody określonych marek lub produkcja towarów kompatybilnych z systemem oznaczonym tym znakiem. Dopuszczalne jest to jedynie wtedy, gdy nie tworzy wrażenia formalnych powiązań z właścicielem znaku (gdy takich brak) i pozostaje w zgodzie z uczciwymi praktykami rynkowymi.
Z orzecznictwa wynika również, że reprodukcja logotypu na produktach lub w materiałach marketingowych może zostać uznana za naruszenie, jeżeli stwarza choćby wrażenie formalnej współpracy albo osłabia podstawową funkcję znaku jako gwaranta pochodzenia.
Z powyższego wysunąć można wniosek, że tzw. użycie informacyjne pozostaje wyjątkiem i nie może usprawiedliwiać zamieszczania logotypów klientów w sekcji „nasi partnerzy” czy „zaufali nam” na stronie internetowej.
Jak się bronić i jak to uregulować: zgoda, klauzula, licencja
Najpewniejszym rozwiązaniem, które zamyka drogę do sporów, jest uzyskanie wyraźnej zgody właściciela logotypu na jego wykorzystanie. Może to przybrać różne formy: krótkiego pisemnego oświadczenia, klauzuli w umowie o współpracy albo odrębnej umowy licencyjnej. Kluczowe jest, aby dokument precyzyjnie określał, gdzie logo będzie używane (np. strona internetowa, konkretna sekcja), przez jaki czas, w jakim kontekście i czy dopuszczalne są jakiekolwiek modyfikacje (np. kolorystyczne).
W prawie autorskim przeniesienie praw majątkowych oraz udzielenie licencji wymagają formy pisemnej pod rygorem nieważności. Prawo własności przemysłowej również wprowadza taki wymóg – każda umowa licencyjna dotycząca znaku towarowego musi być zawarta w formie pisemnej, w przeciwnym razie jest nieważna. Oznacza to, że zwykła korespondencja mailowa nie wystarczy, potrzebny jest podpis własnoręczny albo kwalifikowany podpis elektroniczny.
„Plan B”, gdy spór już wybuchł
Jeśli druga strona zakwestionuje publikację logotypu, możesz podjąć następujące kroki:
- szybka deeskalacja – zdejmij logo ze strony i zaproponuj rozwiązanie polubowne. Jeśli kontrahent nie chce odpuścić i straszy sądem możesz wyjść z propozycją zawarcia ugody, np. w postaci retroaktywnej licencji na jasno wskazany okres i zakres. Taki ruch pozwala zamknąć temat „bez bólu” i ograniczyć ryzyko utraty wizerunku w oczach kontrahenta;
- wariant „tylko informacja” – zamiast logotypu można pozostawić wyłącznie nazwę kontrahenta. Takie rozwiązanie mieści się bliżej tzw. użycia informacyjnego, które bywa dopuszczalne według orzecznictwa TSUE, pod warunkiem, że nie sugeruje formalnych powiązań handlowych. Biznesowo jednak, jeśli kontrahent „wyskakuje” do ciebie z roszczeniami, może okazać się to niezbyt korzystne wizerunkowo i powodować dalszą eskalację konfliktu;
- dowody na back-upie – warto zgromadzić logi i zrzuty ekranu pokazujące dokładny okres publikacji i moment usunięcia logotypu. W praktyce najczęściej spotykanym roszczeniem jest żądanie zapłaty opłaty licencyjnej. Wykazanie jej wysokości wymaga przez przeciwnika wskazania okresu i sposobu użycia oznaczenia. Im więcej dokumentacji zgromadzisz na poparcie własnych twierdzeń, tym trudniej będzie mu wykazać zasadność swoich roszczeń.
Podsumowanie
Publikowanie logotypów kontrahentów bez ich zgody otwiera drogę do roszczeń na gruncie prawa autorskiego, prawa własności przemysłowej oraz ustawy o zwalczaniu nieuczciwej konkurencji. W praktyce jednak – np. w przypadku publikacji logo w sekcji „zaufali nam” – skuteczne dochodzenie roszczeń może się okazać wcale niełatwe. W niektórych sytuacjach ciężko byłoby pokrzywdzonemu wykazać powstanie szkody materialnej lub wymiernych korzyści po stronie przedsiębiorcy korzystającego z logo.
Najpewniejszym roszczeniem jest żądanie zapłaty ekwiwalentu opłat licencyjnych, ale także w tym przypadku przeciwnik musiałby udowodnić, w jakim okresie oznaczenie było używane oraz jakie miało to znaczenie gospodarcze. W przypadku natychmiastowego zdjęcia logo ze strony udowodnienie tego okresu mogłoby się okazać zatem dosyć problematyczne.
Publikowanie logotypów kontrahentów w sekcjach typu „nasi partnerzy” czy „zaufali nam” kusi prostotą i siłą marketingowego przekazu, ale w rzeczywistości może prowadzić do sporów i konieczności zaangażowania zasobów przedsiębiorcy w budowanie argumentacji obronnej (często przy udziale prawnika oraz – co najważniejsze – do zepsucia relacji biznesowych.
Nawet jeśli współpraca faktycznie miała miejsce, brak pisemnej zgody właściciela logotypu daje przeciwnikowi możliwość zakwestionowania takiej praktyki. Z doświadczenia naszej kancelarii wynika, że odpowiednio przygotowane dokumenty – takie jak krótka zgoda, klauzula umowna albo umowa licencyjna – skutecznie zapobiegają konfliktom i pozwalają przedsiębiorcy bezpiecznie korzystać z atutu, jakim jest współpraca z rozpoznawalnymi markami.

Aleksandra Moszonkowska
E-mail: a.moszonkowska@artelegal.pl
Tel: +48 695 679 888
Partner, adwokat specjalizująca się w doradztwie prawnym z zakresu szeroko rozumianego prawa cywilnego, ze szczególnym uwzględnieniem zagadnień związanych z odpowiedzialnością z tytułu nienależytego wykonania zobowiązań.










EverydayJoe
2025-11-10I appreciate you taking the time to explain this.